- Tom? Colton? - Zawołałam wchodząc do pokoju ojca. Kiedyś było to ulubione miejsce poltergeista. W pokoju stał tylko Colton.
- O, hej. - Uśmiechnął się gdy weszłam. - Rozdzieliliśmy się. - Wyjaśnił nieobecność brata.
- To był kiedyś ulubiony pokój tego duszka. - Powiedziałam.
- Ale widać już nie jest. Nie ma go tu. - Odparł, chowając czujnik do kieszeni spodni. Spojrzał na mnie zatroskanym wzrokiem - Jak sobie radzisz? - Wiedziałam, że nie pyta o ducha.
- Nie jest źle. - Powiedziałam pewnie. - Poradzę sobie.
- Wiesz, że nie jesteś sama? - Zapytał. - Podsłuchałem rozmowę Sally z Głównym Naczelnikiem. Nikt nie chce tu twojej matki tak samo jak ty.
- Dzięki Colt. - Uśmiechnęłam się słabo.
W tym momencie w pokoju obok coś mocno łupnęło o podłogę.
Bez chwili wahania ruszyliśmy tam z chłopakiem.
To był mój pokój. W środku zastaliśmy Toma, Lane'a i May oraz wielki bałagan.
- Co jest... - Zaczął Colton, ale przerwał mu wazon, który poleciał w stronę jego twarzy. Uniknął go bez trudu.
- Hej, to był mój ulubiony! - Zawołałam.
W odpowiedzi usłyszałam tylko złośliwy śmiech. Westchnęłam ciężko.
- Czasem nienawidzę tej roboty. - Mruknęłam.
Potem odbyła się zwyczajna akcja złapania ducha.
Było nas idealnie pięciu, więc nawet nie musieliśmy niczego ustawiać. Ustawiliśmy się w kręgu i ja odczytałam formułkę z biblii tak, że duszek nie mógł się poruszyć.
Potem zamknęliśmy go w szkatułce, z której "wypadł".
Pewnie ciekawi was dlaczego mnie i tacie zajęło tyle trudu złapanie go kiedyś, a teraz zrobiliśmy to bez zadyszki. Już wyjaśniam: wtedy byliśmy we dwójkę a do tego tata nie był Łowcą.
Odgoniłam wspomnienia i wróciłam do rzeczywistości.
Odstawiłam szkatułkę na miejsce.
- Dzięki za pomoc. - Powiedziałam najnormalniej jak potrafiłam. - Chcecie trochę lemoniady?
- Nie, mamy robotę. - Powiedział Tom z uśmiechem.
- Tak, Rada czeka na nasz raport. - Dodał Colt.
- Dobra, ale jak coś to wiecie, że możecie wpadać w każdej chwili? - Uśmiechnęłam się.
- No pewnie. - Odparł Colton.
- Trzymaj się. - Powiedział jego brat. Oboje pomachali i wyszli.
- My też będziemy lecieć. - Powiedział Lane.
- Już? - Zdziwiłam się.
- Na serio, bardzo mi przykro, że zostawiamy cię samą z Amandą. - Odezwała się May. Tak się cieszyłam, że nie nazwała jej moją matką... - Ale tata ma dzisiaj łowy i zmusił nas do pomocy.
- Spoko. - Odparłam, chociaż ani trochę nie było spoko. Nie chciałam z NIĄ zostawać sama... - Życzcie mu powodzenia.
- Przyda się. - Westchnął Lane. - Poluje na tego Zwodnika już od miesięcy.
- Mam nadzieję, że w końcu go złapie. - Powiedziałam szczerze.
Zwodniki są bardzo podstępne. Potrafią zmienić rzeczywistość, omamić umysł tak, że nie wiesz co jest prawdziwe a co nie. A do tego praktycznie nie da się ich złapać. Wiedziałam, że ojciec moich przyjaciół tropił jednego od prawie roku, teraz miał informacje o miejscu jego legowiska.
Rodzeństwo życzyło mi powodzenia i szturachając się nawzajem ruszyli do siebie.
- To już wszyscy twoi potencjalni odwiedzający? - Zapytała Amanda gdy tylko zamknęłam drzwi.
- Spodziewam się jeszcze co najmniej jednego. - Odparłam sucho.
- Masz dużo znajomych jak na Łowcę. - Powiedziała niewinnym tonem. - Zazwyczaj wszyscy nasi przyjaciele się nas albo boją, albo nie żyją.
- Nie jestem typowym Łowcą. - Odparłam krótko tonem sugerującym koniec rozmowy.
- A co w tobie takiego wyjątkowego? - Zapytała przekrzywiając głowę jak zaciekawiony pies. - Poza tym, że jesteś Łowcą.
- Jestem Ofiarną. - Rzuciłam i ruszyłam w stronę kuchni.
Wyjaśnię co to znaczy. Posiadam gen zwykłego Łowcy, czyli przyciągam potwory, łatwiej mi o kondycję i siłę oraz mam bardziej wrażliwe zmysły. Tyle, że mój gen Łowcy jest zmutowany. Mam to wszystko co zwykły Łowca tylko więcej i bardziej. Można powiedzieć, że jestem takim superłowcą. I taki superłowca trafia się raz na pokolenie.
- Ty? - Jej oczy zrobiły się wielkości dużych monet a usta utworzyły zgrabny kształt litery 'o' - Moja córka jest Ofiarną?
- Fajnie, że po siedemnastu latach cię oświeciło. - Mruknęłam.
- I mieszkasz na Bramie Piekieł? W miejscu największej demonicznej aktywności? - Zastanowiła się przez chwilę. - Mieszkają tu najlepsi Łowcy świata, siedziba Rady Łowczej. Tradycja zabijania demonów od kilku lub kilkunastu pokoleń wstecz. I ty. Superłowca. - Było to bardziej mruczenie do siebie niż do mnie. Zignorowałam to i pozwoliłam jej pomrukiwać dalej. Usłyszałam jeszcze tylko jak szepcze z przerażeniem: "Jestem skończona."
Westchnęłam i poszłam do kuchni z zamiarem zrobienia czegoś do jedzenia.
Ku mojemu zdziwieniu na blacie leżały dwa talerze spaghetti.
- Kiedy ty to zrobiłaś? - Zawołałam do mamy, która cały czas stała w korytarzu.
- Kiedy goniliście poltergeista. - Wyjaśniła. Weszła do pomieszczenia z pewnym siebie uśmiechem. - Zjemy razem.
Od mojej niezbyt uprzejmej odpowiedzi uratował ją dzwonek do drzwi.
Uniosła lewą brew w geście irytacji. Minęłam ją w drzwiach bez słowa, niosąc swoją porcję obiadu.
Otworzyłam i przed drzwiami ujrzałam JEGO.
Był ubrany w czarny podkoszulek (który bardzo podkreślał umięśnione barki i pierś, ale nie powiem, żeby mi to przeszkadzało) i białe luźne szorty.
Zadarłam lekko głowę by spojrzeć mu w twarz. Miał 187 cm wzrostu, czyli przy nim moje 170 wyglądało dość karzełkowato. Jasne oczy, przydługie, czarne włosy i jasna karnacja.
Dziwicie się mi, że za każdym razem reagowałam na niego dość nieprzytomnie?
Kiedy spytalibyście mnie w tym momencie o moją słabość bez zawachania odpowiedziałabym: Igor Wazowski.
- Hej. - Powiedział, uśmiechnął się delikatnie i przytulił mnie lekko.
- Hej. - Odparłam z nutką zdziwienia w głosie. - Co cię tu sprowadza? Nie masz Łowów?
- Troska o swoją dziewczynę i nie, już nie mam. Skończyłem wcześniej niż myślałem. - Odparł bezpośrednio przyjaznym tonem.
Uwielbiałam go nie tylko ze względu na wygląd, ale również za jego prostolinijność, dbałość o innych i upór.
- To miłe. - Uśmiechnęłam się.
- Ale przyszedłem też przeprosić za to, że nie byłem wczoraj na pogrzebie. - Dodał. W jego oczach nie dostrzegłam żadnej emocji.
Wiedziałam, że nie przyszedł i wiedziałam dlaczego to zrobił.
Miesiąc temu stracił matkę, zabił ją zwykły podziemny demon gdy paliła kości turysty, który został opętany i zabity przez innego demona.
Skąplikowane? Pomyślcie co on musiał czuć.
- Nic się nie stało, przecież już ci to mówiłam. - Odpowiedziałam jak najbardziej naturalnym tonem na jaki potrafiłam się zdobyć.
- Nie ma potrzeby mówić ci jak mi przykro i że był wspaniałym człowiekiem, prawda? - Jego oczy przewiercały mi czaszkę.
Nie zdążyłam odpowiedzieć bo wtrąciła się Amanda:
- A ty to kto? - Jej ton był pełen rozbawienia i złośliwości.
- Igor Wazowski, a pani? - Odpowiedział pewnym głosem prostując się.
- Matka Chris. - Odparła z lekkim uśmieszkiem.
- Zignorujmy ją. - Odpowiedziałam jednocześnie z nią. - Wejdziesz?
Uniósł w zdziwieniu brwi, ale kiwnął głową.
- Zajmij się sobą. - Nakazałam Amandzie. - Co piętnaście minut będę sprawdzała czy jesteś. I przysięgam, że jeśli cię nie zastanę to cię zabiję, ok?
- Tak, tak, idźcie gołąbeczki. - Machnęła ręką i usiadła przed telewizorem.
- To jest twoja matka? - Zapytał zdziwiony gdy zamknęłam drzwi mojego pokoju.
- Niestety. - Westchnęłam i opowiedziałam mu całą historię od wczorajszego pogrzebu.
- Przesrane. - Skomentował patrząc na mnie ze współczuciem. - Ale ja bym nie dawał jej tyle swobody.
Siedzieliśmy na moim łóżku on wyciągnięty tak, że stopy zwisały mu zabawnie z krawędzi a ja po turecku pochylając się lekko nad jego głową.
- Po prostu postawiłam na to, że nie jest aż taka głupia. - Mruknęłam.
- Nie zastanawia cię to, że uciekła od bycia Łowcą a boi się lub po prostu nie chce zmazania znaku? - Dorwał kosmyk moich włosów i obracał go teraz w palcach.
- Wiesz, znak upoważnia do wielu przywilejów. - Odparłam. - Może jest po prostu pusta i chciwa.
- Dobrze, że wdałaś się w ojca. - Mruknął pociągając lekko za kosmyk tak, że nachyliłam się jeszcze bardziej.
Uśmiechnęłam się i z własnej woli schyliłam się jeszcze trochę. Nasze usta już prawie się złączyły gdy usłyszeliśmy krzyk.
Krótki, urwany i pełny paniki.
Zerwaliśmy się na równe nogi i pobiegliśmy do salonu.
Panował tam bałagan, kanapa była porozrywana a w podłodze dymił wypalony okrąg po portalu.
- Jakim cudem otwarto tu portal? Dom jest zabezpieczony. - Zdziwiłam się.
- To nie twój jedyny problem. - Powiedział. - Amanda zniknęła.
•••
Taki tam, dużo wyjaśniający i opisujący rozdział numer jeden.
Jak się podobało? :D